Dewiant skopał sciane www wszystkich mozliwych miejscach.
Nie umiał zaprzeczyć, ze kocha Proroka, i to nie jak brata.
Kiedy
tamten z cichym jekiem zmienial pozycje, zartujac, ze jest jak stary
dziadek, bo kości go bolą, starał się nie rumienić. Tak bardzo się
starał.
Spali na zmianę.
Teraz właśnie żałował, ze się obudził, bo śniło mu się, ze są wolni i... no cholera, byli parą!
- Śpij - rozkazal mlodszemu, siadajac na ziemi.
Tamten zwinal się w klebek i zamknal oczy. Po chwili oddech mu się wyrownal i Purdy wlepil spojrzenie w kraty.
-
Ty też śpij - uslyszal nagle męski głos, który tak dobrze znal i,mimo,
ze się bronil, zdalo mu się, ze sciana jest bardzo wygodna i stracil
przytomność.
Andy otworzyl oczy i zatrzymał wzrok na Ashu.
- Miałeś nie spać - zwrocil się do niego. - Ash?
Wstal. Wysoki wzrost był przeklenstwem i odkrył, ze żeby zbliżyć się do Dewianta, musi podejść na kolanach.
Podczolgal się w jego stronę i nieźle wystraszyl, kiedy brunet nadal leżał bez ruchu.
- Andy?- nie wierzył, ze to mogła być ona. Jak się tu dostala?
- Zabierz stąd Asha, otworze ci drzwi.
- A ty?
- Nie starczy mi siły na taki wyczyn, musieli nafaszerowac mnie jakąś trucizną AKA zupa Matrony.
- Dobrze, ale...
- Ja sobie dam rade, a on tu zginie.
- Dobra - Juliet westchnela. - Ale uważaj. Nie chce cię stracić.
Prorok odliczyl do trzech i wyobrazil sobie, jak wyrywa krate.
Drzwi były otwarte.
Juliet od razu go dopadla i wcisnela mu w rękę kilka saszetek.
- Co to jest? - zapytal.
- Ferwex. Podobno stawia na nogi. Tobie się przyda, jak będziesz wypompowany.
Pocalowal ją, nie unoszący rąk, ale przylgnela do niego na dłużej.
W koncu,co mogło wydawać się dziwne, zarzucila sobie Ashleya na ramię jak worek ziemniakow i wyszla.
Andy został sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz